Zdzisław Mandala: Eksperyment #5

Wstała o czwartej rano, żeby w ciemnościach wypróżnić wór ze śmieciami w krzakach po drugiej stronie ulicy i tym sposobem zapłacić za wywóz tylko drugiego. Zauważono ją, lecz mimo lęku hardo wytrzymała spojrzenie przechodnia, gotowa na konfrontację. Gdy minął ją i rozpłynął się we mgle, pomyślała, że świat schodzi na psy przez takich jak on, zobojętniałych na dziejące się zło.

Zdzisław Mandala: Eksperyment #11

jestem gruba, ale spróbuję

Henryk Brzeszczot: Kronika Sportowa

"Kultura fizyczna w Polsce" to fraza tragiczna. Począwszy od lichych W-Fów, skończywszy na burdach hołoty zwanej pseudokibicami. Kiedy w Święto Niepodległości wybraliśmy się z Dickiem Donovanem przygotować materiał z warszawskiej starówki, przypadkowo znaleźliśmy się między manifestacjami "narodowców" i "antify". Z jeden strony pluto na "lewaków", z drugiej na "rasistów". W tle, na drugim brzegu Wisły rosnący Stadion Narodowy wydał mi się pomnikiem społecznej niesprawiedliwości.

Bo dlaczego wykładamy gigantyczne pieniądze na areny dla tych, których tak naprawdę sport nie obchodzi? Całe to szalikostwo bez samodzielności, wykształcenia, ambicji i przede wszystkim wychowania. Komentatorów "sportowych", których odporność na polszczyznę bawi tylko najbardziej bezwładnych nieudaczników. Taksówkowych i barowych brzuchatych fachowców od telewizyjnych igrzysk. Dlaczego pozwalamy sobie na te niemoralne kampanie sprzedaży piwa, szalików i innych dewocjonaliów a la BMW-Monza pod płaszczykiem utożsamiania się z naszym herosem bądź klubem - gdzie naszość to raz Ojczyzna (Małysz vs Reszta Świata), a raz osiedle (Legia vs Polonia) i wszystko pomiędzy?

Największy ból to ta zepsuta młodzież (w niesokratejskim sensie) - dodatkowo podjudzona przez nieodpowiedzialnych polityków do walki ze sobą. Kto chce się bić, ma na to miejsce w wojsku. Tam także powinien poznać dyscypilnę, odpowiedzialność i posłuszeństwo. Uliczna nienawiść, której granica wcale nie przebiega czarno-biało wg kryterium "kibic" / "lewak" (bo nawet w 11 listopada szalikowcy nie dochowali swojego rozejmu), nie daje nadziei na jakiekolwiek dialogi, czy współpracę, zamiast tego uprawdopodabnia scenariusze, jakie nie tak dawno temu rozegrały się w Sarajewie.

Całe te pieniądze zamiast na stadiony powinny trafić do domów kultury i innych podobnych inicjatyw, w których naprawdę ambitni ludzie z pomysłami i pasjami próbują stworzyć coś ciekawego w kraju, w którym prymityw w sportowej odzieży może obić ryj z kaprysu, a telewizja poda to jako sensację, między jednym idiotycznym serialem a drugim. Tymczasem, patrząc na historię Polski, nigdy żołnierze nie ocalali naszej tożsamości (poza Wielkopolską może, ale i tam pianista zagrzewał). Zawsze kronikarze, pisarze, artyści. Niektórzy już dawno temu zwracali uwagę, że gdybyśmy przestali się między sobą tłuc i spierać, kto jest bardziej, moglibyśmy osiągać wspaniałe rzeczy. Czasem się udaje.

Dick Donovan: Recenzje literatury - "Schnące poszewki na tle zachmurzonego nieba"

Staszek Grypiński woli swój pseudonim artystyczny, tj. Stan Zdrovotny i tak też podpisał swoją najnowszą książkę: Schnące poszewki na tle zachmurzonego nieba. Rzecz ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa za przeproszeniem Chuj-Art (tak, tego samego co kiedyś) i powinna przed świętami być dostępna w nieco mniej popularnych księgarniach. Nie trzeba pewnie będzie długo czekać, aż naturalną koleją rzeczy dzieło zalegnie na półkach antykwariatów. Chyba, że się spodoba i poprzez popularność zaskarbi sobie życzliwsze spojrzenia Wielkich Dystrybutorów, na co nie ma co liczyć. Skupmy się zatem na treści.

Jest bezpardonowo, już od pierwszego rozdziału ("Chce mi się kupę, ale jestem również głodny"). Tak, jest to kolejny poryw pisarski i zmaganie z problematyką generacyjnych niedopasowań w skali Polski i świata. Mamy więc podgląd podstarzałych yuppies zderzających się z rzeczywistością, w której wypierające ich pokolenia nie akceptują lub wręcz nie znają ikonografii czasów przemian ustrojowych (notabene, Linda czy Kazik jako wzorce to zabawna sprawa); mamy także punkt widzenia (patrzenia) zblazowanych nastolatków, których autor portretuje jako bezmyślną masę, "(...) choć mieniącą się rozmaitością ubrań, tak kiepskiej jak i najwyższej jakości". Obowiązkowo ostrzem satyry kłuje studentów, opisując ich jako leniwych, pozbawionych ambicji i w przeważającej większości niehigienicznych tępaków zdolnych jedynie powtarzać wywody niespełnionych akademików.

W odróżnieniu od innej tego typu literatury głównym bohaterem nie jest tutaj sfrustrowany copywriter, czy odrzucona przez "mainstream" poetka. Kolejne postaci prowadzące narrację są podejmowane i porzucane bez sentymentu, jak nieznajomi spotykani po drodze przez miasto. Jest w tym podejściu jakaś złość, szczególnie zaznaczona w rozdziale nomen omen "Wściekłość kibica", historii szalikowca Bartka, zaczynającej się od pobicia fana innego klubu, a kończącej jak łatwo przewidzieć śmiercią bohatera w wyniku przemocy na komendzie. Proszę się jednak nie martwić, jest to lekka opowieść, żadne tam smuty o Śląsku, Kieślowskim czy chorych na raka. Zdrovotny zdaje się uważać, że pompatyczne ilustracje problemów są jak gapiostwo - pełne przejęcia i godnego dystansu, ale "(...) z dupy problemów nie rozwiązują (...)", wyrażając się słowami jednej z postaci z książki.

Ogólnie znośne dwieście parę stron, chociaż można kupić coś lepszego.

Zdzisław Mandala: Eksperyment #63

dziewczyny przy stoliku w restauracji wymieniają kolejne męskie imiona i obserwują, na które zareaguje siedzący opodal

Od redakcji

Na koniec października Jon Stewart zapowiedział Rally to Restore Sanity - zlot ludzi zmęczonych polaryzacją amerykańskiej debaty politycznej. Polaryzacją, którą ilustruje komentując w swoim Daily Show wycinki z Fox News, CNN i innych amerykańskich stacji. Dla polskiego widza znajomy jest wykpiwany przez Stewarta poziom agresji mediów,  prezentowanego w nich nonsensu, więcej niż swobodnych interpretacji faktów przedstawianych jako wiadomości. Bo to zjawisko panoszące się również u nas.


Dzisiejsza WP.pl wyświetla taki oto obrazek. Zdjęcie i zdania przyciągające uwagę, ale prowadzące do kuriozalnego wywiadu z "kapelanem" tzw. "obrońców krzyża". Nie jestem pewien, czy dzięki takim wnikliwym wywiadom z takimi światłymi ludźmi Polska stanie się lepszym niż wczoraj krajem. Być może ciekawiej byłoby przeczytać o pomysłach młodych ludzi na kulturę, o drobnych, ale krzepiących postępach polskich naukowców, o sentymentalnych radościach starszych ludzi. O czymś, dzięki czemu moglibyśmy się zastanowić jaką wartość ma to, co na co dzień robimy. Dla samych siebie, niekoniecznie dla "kraju".

Ale nie, poetyka billboardu jest prostsza. Znajomy ze świata reklamy czasami tłumaczy mi, że to dlatego, że "większość nie skuma nic bardziej złożonego". Mam inne wrażenie - to ludzie mass-mediów, reklamy, literatury nie potrafią formułować odpowiednio inspirujących kwestii. I - wiem, że powtórzę coś co niedawno pisaliśmy - niestety nie mamy polskiego Stewarta, który mógłby nam to pokazać.

Dick Donovan